Po dniach porażek staram się stanąć na nogi. O dziwo waga stoi, co mnie cieszy, ale i tak mam wrażenie, że tyję. Ba, czuję się jak monstrum.
Potwór w rajstopach, spodenkach i rozpinanym swetrze. Pomalowanie oka jest ponad moje siły- cud, że pacnęłam nos podkładem i maźnęłam rzęsy. Sama się sobie dziwię, że kiedyś chciało mi się maziać cieniami, eyelinerami, kredkami, różami, pudrami... Po co? I tak nie wyglądam lepiej a tylko zużywam siły [i tak bardzo nadwątlone].
Dlaczego, mimo, że wiem, że mi nie wolno, jem jak jest odpowiednia godzina mimo, że nie jestem głodna? Dlaczego czując głód nie jem? Na czym, do cholery polega ten paradoks?
Oo a co lepsze- dlaczego mając żołądek rozepchany od żarcia ciągle jestem głodna?
Jedzenie stało się wszystkim. Nie myśląc o różowym słoniu widzę słonia, starając się nie myśląc o jedzeniu, ciągle o nim myślę. A to zawartość lodówki, a to ciasto na stole, a to owoce na paterze... O! Świeże bułeczki! Niee, świnio, nie wolno Ci.
Słyszysz?!
Nie wolno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz