piątek, 22 lutego 2013

get thin or...

Karmię się zdjęciami chudych dziewczyn na tumblrze. Znowu mam poczucie, że zmarnowałam to wszystko, co miałam. Miałam ładne BMI, fajne wymiary, nosiłam boskie 34. Sterczały mi żebra, miałam taką ładną buzię. Wszystko zmarnowałam.
Nie, jedzenie nie żywi. Jedzenie niszczy to, nad czym pracowałam w takim bólu. Okej, bałam się każdego grama więcej, każdej kalorii ponad limit. Każdego dnia miało być mniej niż było. Chociaż o 100g. W przypadku wzrostu karałam siebie niejedzeniem kolacji. Święto Wtorku- od rana do nocy w szkole, nie jadłam nic poza kolacją [mamusia ;]]
Powinnam sama siebie skarcić za to, co napisałam. Jedzenie jest potrzebne. Jak zwykła mawiać moja wychowawczyni, auto bez paliwa nigdzie nie zajedzie. Po latach walki, muszę przyznać jej rację.
Trochę tęsknię za kręceniem się w głowie, za ciągłym powtarzaniem ale ja przecież jem.
Bo... wtedy ktoś zwracał na mnie uwagę.
To ja byłam tą chudą. A teraz sama cholernie zazdroszczę tym chudym.


czwartek, 14 lutego 2013

nie ruszaj!

Po dniach porażek staram się stanąć na nogi. O dziwo waga stoi, co mnie cieszy, ale i tak mam wrażenie, że tyję. Ba, czuję się jak monstrum.
Potwór w rajstopach, spodenkach i rozpinanym swetrze. Pomalowanie oka jest ponad moje siły- cud, że pacnęłam nos podkładem i maźnęłam rzęsy. Sama się sobie dziwię, że kiedyś chciało mi się maziać cieniami, eyelinerami, kredkami, różami, pudrami... Po co? I tak nie wyglądam lepiej a tylko zużywam siły [i tak bardzo nadwątlone].
Dlaczego, mimo, że wiem, że mi nie wolno, jem jak jest odpowiednia godzina mimo, że nie jestem głodna? Dlaczego czując głód nie jem? Na czym, do cholery polega ten paradoks?
Oo a co lepsze- dlaczego mając żołądek rozepchany od żarcia ciągle jestem głodna?
Jedzenie stało się wszystkim. Nie myśląc o różowym słoniu widzę słonia, starając się nie myśląc o jedzeniu, ciągle o nim myślę. A to zawartość lodówki, a to ciasto na stole, a to owoce na paterze... O! Świeże bułeczki! Niee, świnio, nie wolno Ci.

Słyszysz?!
Nie wolno.

poniedziałek, 11 lutego 2013

taste soo...

To ciekawe, że kiedyś zrobiłabym prawie wszystko dla paczki dobrych fajek. W chwili obecnej wcale nie jestem taka pewna.
Mam paczkę. Wypalona ponad połowa, wyczęstowanych kilka. Jednak... mam wrażenie, że nie smakują tak samo jak jeszcze kilka miesięcy temu. Zamiast słodyczy jest gorycz, zamiast zapachu jest smród. Nie wiem co się stało...
Tak samo dziwne jest, że nie czuję wewnętrznego przymusu jedzenia. Jem wtedy, kiedy jestem głodna, przestaję jeść kiedy jestem najedzona. Nie jest co prawda aż tak prosto, bo mimo iż żołądek daje znać, że jest pełen, często nachodzi mnie ochota. Nie ma nic wspólnego z napadowym ssaniem gdzieś w środku, tylko tkwi gdzieś z tyłu głowy, przypominając o tym, że jedzenie jest nałogiem.
Kiedyś niejedzenie dawało mi siłę. Czułam się lepsza, szczęśliwsza. Wiedziałam, że mam coś, co jest tylko moje. Nie ważne, że wypadały mi włosy, łamały się paznokcie. Nie szkodzi, że nie miałam okresu prawie rok. Byłam kimś zupełnie innym, lepszym. Trzymałam jedzenie w garści, wiedziałam że tylko łyżeczka jogurtu oznacza łyżeczkę. Nie pięć opakowań.
Wiedziałam, że wejdę w najmniejsze spodnie. Wiedziałam, że jestem chuda. Ale ciągle nie dość.
Potem coś się stało. Zaczęłam się bać o swoje zdrowie, zapragnęłam choć troszkę wyzdrowieć. Z 48 kg zechciałam przytyć do 52. Bo tak będzie 'zdrowiej'.
To był błąd, duży błąd.
Zaczęły się okresy 5-cio dniowych głodówek poprzetykane weekendowymi napadami. Tyłam, tyłam, tyłam!
Nic dziwnego, skoro potrafiłam zjeść 3 tabliczki czekolady, pół blachy ciasta, paczkę chipsów, z 10 kanapek, pudełko lodów, do tego trzydaniowy obiad i budyń przed snem. Potem płacz, że jestem gruba. Chciałaś to masz. Nikt Ci tego jedzenia nie wpychał. A może jednak wpychał? Jakaś wewnętrzna siła. Jakieś monstrum, które zagnieździło się w głowie. Próby rzygania były nieudane. Senes w ilościach hurtowych pomagał oszukać głowę, która widząc płaski brzuch po nocy na kiblu mówiła: a widzisz? nie utyłaś, waga stoi, wymiary stoją, JEDZ. I wszystko na nowo.

Potem starałam się ogarnąć. Nie pamiętam ile cykli chudnę-tyję mam za sobą. Za każdym razem jest trudnej, obrzydliwie trudniej.
I senes też nie działa tak, jak dawniej.
I papierosy mają inny smak.

piątek, 8 lutego 2013

try again

Przypomniałam sobie, że mam tutaj mój zakątek.
Czytam posty sprzed roku i mam wrażenie, że się nie zmieniłam.

Zaczynam odnowa, znowu.
Wreszcie będzie perfekcyjnie.