piątek, 22 lutego 2013

get thin or...

Karmię się zdjęciami chudych dziewczyn na tumblrze. Znowu mam poczucie, że zmarnowałam to wszystko, co miałam. Miałam ładne BMI, fajne wymiary, nosiłam boskie 34. Sterczały mi żebra, miałam taką ładną buzię. Wszystko zmarnowałam.
Nie, jedzenie nie żywi. Jedzenie niszczy to, nad czym pracowałam w takim bólu. Okej, bałam się każdego grama więcej, każdej kalorii ponad limit. Każdego dnia miało być mniej niż było. Chociaż o 100g. W przypadku wzrostu karałam siebie niejedzeniem kolacji. Święto Wtorku- od rana do nocy w szkole, nie jadłam nic poza kolacją [mamusia ;]]
Powinnam sama siebie skarcić za to, co napisałam. Jedzenie jest potrzebne. Jak zwykła mawiać moja wychowawczyni, auto bez paliwa nigdzie nie zajedzie. Po latach walki, muszę przyznać jej rację.
Trochę tęsknię za kręceniem się w głowie, za ciągłym powtarzaniem ale ja przecież jem.
Bo... wtedy ktoś zwracał na mnie uwagę.
To ja byłam tą chudą. A teraz sama cholernie zazdroszczę tym chudym.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz